Luźne Gatki – Dzienny Wojtek… Leje Deszczyk

Luźne Gatki – Dzienny Wojtek… Leje Deszczyk

wpis w: audycje, Luźne Gatki | 3

Z okazji lejącego w Szczecinie całodniowego deszczu i śpiącej pogody ku uciesze wielu wypominających – „znowu nie zapowiadasz” – słuchaczy, nadałem Dziennego Wojtka podczas którego przekonaliście się, że dzwoniąca do mnie córa była słyszalna w BroadcastingMySelf, czyli mobilnym mikserze radiowym. W nagrzaniu jednak przekonacie się, że owszem na lajfie telefon jest słyszalny jednak nie na nagraniu (android zdaje się przestał nagrywać – co więcej nie nagrał pierwszej części dziennej pogadanki z elementem dzwonienia – którego pliku po prostu nie nagrał…).

3 Odpowiedzi

  1. Etamie, nie trzeba dalej uczęszczać do placówek edukacyjnych aby umieć dobrze czytać. Jednakże ty chyba masz dysleksję, choć wg starszych nauczycieli, to te wszyskie dys- to skutek nie przyciśnięcia dziecka w okresie nauczania.

    • W tym przypadku (zarejestrowanym na taśmie) po prostu literki były ekstremalnie małe i zlewały mi się pomimo okularów na nosie. Ale próbka „dukania” dobrze oddaje jak czytałem na głos (po cichu czytam szybko) w dzieciństwie, czyli tak do klasy maturalnej. Dokładnie przeanalizowałem swój problem i doszedłem do wniosku, że stresuje mnie konieczność głośnego czytania przy audytorium rówieśników, którzy do tego – jak to w dziczy miasta – śmieją się najczęściej gremialnie z wpadki kolegi (choć każdy z nich pojedynczo podszedł by do sprawy ze zrozumieniem) – taki stadny pęd owczy – sam to czasem mam więc rozumiem. Czytając głośno mój wzrok zawsze podążał szybciej niż słowa czytane głośno stąd pierwsze zdanie było płynne, potem jednak się gubiłem, bo w myślach byłem już przy następnym… wzrok wracał w tył, ale tak trudno trafić w aktualnie wymawiany wyraz od razu i następuje zacięcie. Przy piątym.dziesiątym zdaniu efekt się potęguje i brzmi się jak analfabeta. Tak na prawdę dobrze zacząłem czytać, gdy córze czytałem bajki i głosem powoli odgrywałem sceny postaci odpowiednio intonując i nie śpiesząc się. Przyspieszałem dopiero przy akapitach narratora by brzmiało to bardziej teatralnie. Tak więc mechanika mojego „czytajnego problemu” jest mi znana, ale być może nazywa się to dysleksja. W każdym razie tak jest teraz – wtedy dostawało się po prostu za to dwóje. Innym słowy – kiedyś miało się dyslekcje, gdy nie poszło się na lekcje.

  2. WujekDobraRada

    11:25 Sufjan Stevens – Chicago. Propsy za przypomnienia tego zacnego kawałka. Polecam posłuchać i dodać do nocnikowej playlisty.

Zostaw Komentarz