Epicentrum – Grzegorz Wesołowski o zaletach wolnego oprogramowania w biznesie

Epicentrum – Grzegorz Wesołowski o zaletach wolnego oprogramowania w biznesie

wpis w: audycje, Epicentrum | 11

Przedsiębiorca, właściciel firmy Inflow CRM, wdrażającej Vtiger i OpenStreetMap, dzieli się swoim doświadczeniem i przemyśleniami na temat WiOO oraz otwartych technologii.

11 Odpowiedzi

  1. Wolne oprogramowanie nie ma zalet. To kompromis 🙂

    • Zdjęcie profilowe ByteEater

      Między czym?

      • Wieloaspektowy. Tak jak ilość ludzi, którzy tam dokładają coś od siebie. To jakbyś próbował namalować obraz razem z 4000 kolegów. Albo napisać scenariusz.
        Do dobrego softu potrzeba dobrego zarządzania i jasnej wizji produktu (oraz planu dostarczonego do każdego stanowiska ;D).

        • Zdjęcie profilowe ByteEater

          Malowanie obrazu to nienajlepsza analogia, bo trudno jest wielokrotnie zmieniać ten sam kawałek. No i wizja artystyczna jednak ma inny charakter. Zgadzam się, że to w dużej mierze kwestia dobrego zarządzania, procedur i narzędzi, społeczność open source ma na tym polu nawet istotne innowacje na koncie (jak np. wdrożenia i udoskonalenia demokracji płynnej), i że często, zwłaszcza w średnich projektach (na tyle dużych, żeby Skype z kilkoma dość dobrze znającymi się kolegami nie wystarczał, a jednocześnie na tyle małych, żeby nie mieć wielkiej marki, przyciągającej też ekspertów od aspektu miękkiego) (bywa, że są to małe części dużych projektów, rozwijane w dużej mierze osobno, ale mające mocne zależności), to kuleje. Ale bardziej porównałbym to do np. wspólnego tworzenia tekstu nieartystycznego, np. raportu, projektu aktu prawnego, dokumentacji technicznej, podręcznika, książki kucharskiej, Wikipedii, czy (mocno omawianych w audycji) map. To wychodzi całkiem nieźle.

          No i pomijasz omówione zalety, np. brak zagrożenia vendor lick-in i abandonware, otwarty (a zatem potencjalnie znacznie szerszy) audyt bezpieczeństwa, łatwość przystosowania do własnych potrzeb przez modyfikację kodu źródłowego i rozbudowy funkcjonalności, no i (choć to często nienajważniejsze) zerowa cena.

        • GrzesiekkW

          Faktycznie zdarzają się niekiedy problemy związane z tym „malowaniem obrazu w 4000 kolegów;)” w przypadku otwartych rozwiązań, ale jest to rzadkość, ponieważ przy profesjonalnych projektach do rdzenia przedostają się modyfikacje które zostały solidnie przetestowane i przyjęte przez społeczność. Warto pamiętać że WiOO to nie jest worek do którego każdy coś może bezrefleksyjnie wrzucić. Za każdym profesjonalnym otwartym oprogramowaniem stoi jednak jakaś organizacja profesjonalizująca całość.

          Ale też tych „4000 kolegów” (podoba mi się ten zwrot więc go używam często:P) ma też plusy. Omawiany OSM coraz częściej jest traktowany nie jako alternatywa wobec Google Maps tylko jako coś lepszego. OSM jako otwarta technologia jest znacznie częściej aktualizowana niż Google Maps przez co ma dla odbiorców większa wartość.

        • Zdjęcie profilowe Potrzeba19

          To i ja się wtrącę. Owszem, istnieją projekty FOSS niedojrzałe. Istnieja też projekty duże i niedojrzałe. co często skutkuje trudnymi do zrozumienia forkami. Jednak jeśli wokół projektu pojawia się kilka-kilkanaście osób, do dość łatwo można jego dojrzałość ocenić. Jednak koszty też mówią często same za siebie, sam mam pod sobą parę projektów, w których trzeba było podjąć decyzję, czy oprzeć się na nieoficjalnej wtyczce od jakiegoś Azera, czy użyć komercyjnego rozwiązania za stoparę tysięcy dolarów, i zazwyczaj pójście w FOSS jest zwyczajnie tańsze (nawet wyrażone w moich roboczogodzinach poświęconych na poprawienie/dopasowanie kodu, pozdrawiam cię Arut :P).
          No i też pamiętajmy, że wiele projektów FOSS jest zwyczajnie dotowanych przez korporacje, a ich programiści nie robią tego for fun, tylko mają realny dochód z rozwijania wolnego oprogramowania. Wówczas możesz sobie wybrać między całkowicie otwartym rozwiązaniem a rozwiązaniem komercyjnym, o tej samej bazie, gdzie otwarte nie będzie tak proste w implementacji. Nie znaczy to jednak, że otwarte jest wówczas gorsze, częstokroć jest wtedy wręcz łatwiejsze do adaptacji do konstruowanego przez nas rozwiązania – co w budowie systemów skrojonych na miarę, jakimi zajmuje się Grzesiek, jest ewidentną zaletą.
          Koniec końców, posłużę się analogią do kulinariów. Możesz kupować w restauracji schabowego z puree, możesz też mieć swój ogródek, gdzie hodujesz ziemniaki, a świnkę kupić u sąsiada i zrobić coś fajnego. Które lepsze? Nie mi oceniać, jak nie mam czasu zrobić obiadu kupuję droższego gotowca, a jak mam czas i chęci, to robię obiad dokładnie pod moje zamiłowania.

        • ByteEater:
          Fajnie piszesz, aczkolwiek nie rozumiem. Za bardzo odbiegliśmy analogiami od sensu naszej konwersacji. Bycie niewolnikiem projektu dotyczy każdej grupy. Przejście do innych rozwiązań zawsze pociąga za sobą koszty. Wiadomo, że komercyjne firmy starają się by te koszty były jak największe. Stąd popularność wszystkiego jako usługi i oddzielania aktywów od użytkownika.

          GrzesiekkW:
          Faktycznie, OSM to świetne mapy. Tylko nie wiem na ile są zasługą społeczności, a na ile umowy między ich twórcą i Microsoftem oraz transferami danych ze współpracujących gmin.

          Potrzeba19:
          Większość projektów FOSS jest niedojrzała. Są emanacją emocji ich twórców, a to jest bardzo nieprofesjonalne. Oni robią to, co im się podoba. Jak im się nie chce pisać dokumentacji, to jej nie piszą. Jak nagle mają wizję innego API/ABI, to zmieniają. Jak im się znudziło i chcą pisać kolejny projekt, to tak robią.
          Oczywiście, że są projekty otwarte na zlecenie korpo. Ale są to zwykłe komercyjne projekty, gdzie zleceniodawca ma odpowiednie wymogi i jeśli twórcy tego nie uszanują to stracą zarobek.

        • Zdjęcie profilowe ByteEater

          Inni widzę, że się włączyli, więc ja już nie muszę dużo pisać. 😀
          Wyjaśnię więc tylko, że o ile abandonware w WiOO istnieje, to jednak zawsze, jeśli jest wystarczające zainteresowanie, jakaś grupa (może zorganizowana oddolnie, może opłacona przez widzącą w tym korzyść dla siebie firmę, a nawet złożona z jej pracowników) może w oparciu o znany kod źródłowy zacząć rozwijać dalej. A jeśli np. Google porzuca Readera, FeedBurnera, czy Wave, a Microsoft starego (przed-.NET-owego) Visual Basica, LINQ to SQL (na szczęście istnieje zamiennik wchodzący w skład otwartego Mono, i to o tyle lepsza, że współpracuje też z innymi niż systemami niż MSSQL), Fox Pro, czy J# (to akurat bardziej z winy Suna), to duża baza użytkowników może zostać na lodzie.

        • ByteEater: Takich porzuconych projektów FLOSS mogłabym wymieniać całkiem długo. Co z tego, że są jakieś forki, skoro nawet kluczowe projekty rozwijane są słabo. Hajs sprawia, że nawet gry Indie są lepsze niż każda otwarta produkcja. Jedyny projekt, który jakoś przędzie to Krita. Reszta z oddolnych społecznych projektów to jakaś amatorska zabawa.
          Wydaje mi się, że konkurowanie w takim środowisku wypada słabo. Bo nie ma właściwie o co walczyć. Jedyny rzadki zasób to mózgi programistów, a te przy braku środków nie lepią się do projektu zbyt intensywnie. Te omamione ideologią wolnego oprogramowania nie nadają się zbytnio do czegoś dłuższego niż 15 linii.

        • Zdjęcie profilowe ByteEater

          No, jest dużo porzuconych, skoro każdy może zacząć, zanim przemyśli, czy długo pociągnie (Łk 14,28). Ale jest też dużo zamkniętego abandonware’u, i sytuacja jego użytkowników jest znacznie gorsza. Gdyby te porzucone projekty FLOSS były tak potrzebne, jak choćby VB6 (wciąż, po 19 latach!), to byłyby przez kogoś kontynuowane (i wiele jest). A co do tego, co jest dobre, a co kiepskie, to oczywiście każdy ma prawo do opinii, ja mam inną niż Ty, Grzesiek ewidentnie też. Także, wielu ludziom płacą za pisanie FLOSS, i np. Grzesiek też to robi.

          (Coś tu się knoci z komentarzami, więc może on nie wylądować pod tym, co należy.)

        • Możemy dojść do kompromisu. Oprogramowanie to oprogramowanie. Jego budowa i wartość zależy od człowieka. Jeśli człowiekowi się płaci, lub ma wizję zapłaty, to się bardziej stara. Otwartość powoduje, że więcej ludzi może korzystać z oprogramowania i jego składników. „Zamkniętość” przy współudziale aparatu przemocy państwa, powoduje że oprogramowanie staje się aktywem i nabiera cech unikalności (czasem wymuszonym patentami).

          Na szczęście mamy wolność i możemy weryfikować owoce każdego z podejść. Moim zdaniem „otwarte” owoce są bardzo dobre, ale szybko gniją.

Zostaw Komentarz