Czasy Ostateczne – Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

Czasy Ostateczne – Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

wpis w: audycje, Czasy Ostateczne | 36

Podróżnicy w czasie, wizje przyszłości, paradoksy i inne zagadnienia związane z czasem.

36 Odpowiedzi

  1. Ależ tępy ten Bajt…

  2. Byte jestem w szoku, uważasz że nie powinno się karać za posiadanie pornografii dziecięcej. Idąc dalej tym tropem – w takim razie udostępnianie jej na własnym serwerze też powinno być legalne? Wiesz że to tylko by nakręciło rynek na takie materiały i tym samym przyczyniło sie do krzywdy kolejnych dzieci?

    Chciałbym też zapytać dlaczego miałby zawsze działać ten mityczny ostracyzm? To zupełnie nie działa – na łagodniejszym i występującym często przykładzie. Masz całą „kastę” youtuberów robiących wulgarne, szkodliwe społecznie materiały (czasami podpadające pod molestowanie -> sexmasterka obnażająca się przed przechodniem). Ich nie spotyka żaden ostracyzm. W subkulturze złodziejaszków kieszonkowiec nie spotyka się z ostracyzmem.

    PS. Też jak Rothbard uważasz że głodzenie dzieci powinno być legalne?

    • A co euroentuzjastom może przeszkadzać pedofilia, bo nie rozumiem? Dążycie do jej legalizacji i wasi prominenci są w niej po uszy ubabrani. To jeszcze bardziej open sercret niz casting couch i Weinsteiny.

      https://www.youtube.com/watch?v=cPYm9B707Qc

      • Ja jestem jednostką więc nie zwracaj się do mnie per wy towarzyszu Zenon.

        Btw pisz sobie zdrów, ja odwołałem się do konkretnych słów byteeatera.

      • Btw2 Tusk jest pedofilem? Weinstein jest europejskim politykiem? Wtf co ty bierzesz. Odwołuje się do słów jednego z prowadzących tu audycję i zamiast dać się odnieść Krzyśkowi -bądź napisać coś na temat to przychodzisz i twierdzisz że każdy euroentuzjasta chce legalizacji pedofilii (a każdy pijak to złodziej).

        Rozmowa to daremna jednak jeśli rozumiesz na poziomie my(dobrzy)-wy(źli, pedofile, złodzieje i cokolwiek ci się roi).

      • Po prostu uważam, że swoją energię i talenty dajesz do wykorzystania grupie złych ludzi. Nie wiem jak Tusk, ale Kohn Bendit najwyraźniej jest i ma wielkie wpływy.

        • Każda dostatecznie duża grupa będzie miała w sobie pedofila, mordercę, gwałciciela czy złodzieja.

        • Oczywiście! Ale żadna nie da zdeklarowanego pedofila na świecznik, jak Zieloni! No, chyba, że NAMBLA 😛 Zwróćcie uwagę, co na końcu mówi ten zwyrol…

          https://youtu.be/Ygrd29-_O3I?t=49m45s

          (jak ktoś nie chce całego oglądać, wkleiłem z timestampem na 49:45 gdzie typ mówi jak pedofile widzą sprawę. I nie, to nie jest jakiśtam randomowy Wiesiek Pedofil)

          (edit: Pragnę jeszcze nadmienić, iż Twój argument jest niczym więcej niż erystyką, która nie wnosi nic, tylko próbuje umniejszyć jawnemu skurwysyństwu „bo wszędzie tak jest”. Sorry, ale jak w jakiejś kulturze ucinają kobietom łechtaczki, to to nie jest w porządku tylko dlatego ze „wszyscy tak robią”. Podobnie z dawaniem jawnych pedofilii na świecznik, czy wieloletnim tolerowaniu znanych kurwiarzy typu Weinstein)

          • Twój argument też nie należy do szczególnie mocnych, ponieważ stosujesz wynikanie:
            A to X i Y
            B to X
            wobec tego B to Y
            gdzie A i B to losowe osoby, X to „euroentuzjasta”, a Y to „pedofil” – zauważ że z tego punktu wyszedłeś, „co euroentuzjastom przeszkadza pedofilia”, „dążycie do jej legalizacji”, itd., nieuczciwie za daleko idące uproszczenie, którym łatwo się samemu pokaleczyć.

          • Nie do końca. Moje rozumowanie jest takie: Aktywny, zrzeszony i jasno zdeklarowany członek jakiejś organizacji musi być świadom jej działania i tego, kto za tą organizacją stoi. Kohn-Bendit i jego uczynki to jak mówiłem open-secret. Skoro tyle lat facet jest na szczycie – to znaczy że członkom jego organizacji i organizacji go wspierających to nie przeszkadza, mylę się?

            Może bez insynuacji. Wypowiedz się proszę Filipie w sprawie tego typa i jemu podobnych. Z góry zaznaczam: argument że „wszędzie są pedofile” nie działa, bo poza NAMBLA zdeklarowanych pedofilii w zasadzie w żadnej organizacji nie uświadczysz, a co dopiero na szczycie.

            W ogóle, w obliczu wagi gatunkowej tego problemu – skupianie się na moich retorycznych chwytach jest słabe, bo wychodzi, że broni się pedofilii. Jest fakt: turbozwyrodnialec jest decydentem w UE, to nie są pomówienia – sam to powiedział kilkukrotnie i te wypowiedzi nie są „wyrwane z kontekstu”. Apelowałbym, żebyśmy nie wytykali sobie bzdur ani nie nabierali wody w usta, tylko żebyśmy tutaj się do tego problemu ustosunkowali.

            • Potrzeba19

              No jest bardzo ważne być precyzyjnym, bo zdaniem „co euroentuzjastom przeszkadza pedofilia, przecież dążycie do jej legalizacji” nazywasz mnie czy Leniucha pedofilem, jak i całą masę innych ludzi. A kto wprowadził go do PE, sam Parlament Europejski? Nie, najpierw Zieloni, którzy go na listę wrzucili, a potem ludzie, którzy na tę listę głosowali. I żeby nie było, nie bronię kolesia, tylko nie widzę sensu ni logiki w pałowaniu Unii za to, co typ powiedział lata temu.

            • No to z tego co napisałeś, to wynika, że problem jest jeszcze WIĘKSZY, a nie że mniejszy. Czyli co? „Pedofilu uciekaj do PE, nawet w Nocnym Radio stwierdzą że problemu nie ma”?

            • Potrzeba19

              Ale kto mówi że problemu nie ma? Mówię tylko, że uderzasz nie tam gdzie trzeba – jak zatrudnią pedofila w Biedronce to nie wbiegniesz tam i nie zaczniesz płoszyć klientów i rzucać towarem, to raz. Dwa – nie ma podstawy prawnej, by go wykopać z PE za to, co mówił w przeszłości (podstawa prawna – Normy postępowania posłów do Parlamentu Europejskiego), może być jeszcze ewentualnie skazany wyrokiem po wcześniejszym pozbawieniu immunitetu. Pytanie tylko, które państwo ma paragraf o dobrym wypowiadaniu się o pedofilii, w Polsce na pewno nie ma. Tak, możesz wyjechać z dokładnie takimi tekstami jak on w TVP i nie grozi ci absolutnie nic, chociaż pewnie smutni panowie przejrzą twój komputer, czy czasem nie masz czegoś za paznokciami. Do łapania przestępców istnieją kodeksy karne, więc do pałowania jest najwyżej kodeks karny właśnie, zakładając oczywiście że za słowa, bez dowodów na czyny, należy karać – co prywatnie wolę zostawić. Ale pałować dopiero po spałowaniu Zielonych i ich elektoracie, bo to oni ponoszą winę sprawczą, że się typek do PE dostał.

  3. a twoja stara nagrywa nocne radio na kasety

  4. @Filip, nie trzeba pytać Byte-a o wyjaśnienia,
    podobna zasada jest przy mp3 i gier.
    Samo posiadanie nie powinno być karane, ale rozpowszechnianie, choćby za pomocą torrentów.

    To, że ktoś wali sobie swojego własnego konia oglądając na swoim własnym monitorze w swoim własnym mieszkaniu, nic nie szkodzi, no chyba tylko lewakom, bo oni by też chcieli i to za darmo.

    … gdyby ByteEater zmienił wiarę na islam, to tak, to byłby szok.

    • spłycając do tego poziomu argumentacji – to prawiczki (hehe lewacy) bronią prawa do posiadania materiałów pedofilskich

  5. Owszem, uważam, że wolność powinna być posunięta do maksimum takiego, jakie nie powoduje automatycznie konfliktu. Czyli obszar (nie w sensie przestrzennym, choć często tak to bywa metaforycznie ujmowane, z przywołaniem pięści i nosa) mojego stanowienia powinien dotykać obszaru samostanowienia mojego bliźniego. Jeśliby w jakimś porządku społecznym one na siebie nachodziły, to mamy podłoże do konfliktu. W praktyce jednak często widzimy odchylenia od tego ideału w drugą stronę, czyli uprzywilejowanie pewnych graczy, mieniących się strażnikami porządku i dzierżących monopol na przemoc, którzy każdemu innemu ten obszar zmniejszają, a sami na dodatkową powstałą w ten sposób przestrzeń wchodzą i sobie wykorzystują.

    Oczywiście mogę, czy to za darmo, czy w ramach kontraktu, w którym też coś mam w zamian zagwarantowane, w dowolnie przeze mnie określonym zakresie kogoś dopuścić na swój obszar, bądź go odstąpić. Np. zawrzeć umowę z pracodawcą, że sprzedaję mu 20 h swojego czasu w tygodniu, i że wtedy będę robił rzeczy wybrane nie wedle własnego upodobania, tylko określone jej zapisami (zwykle modyfikowanymi w jakimś ustalonym zakresie przez wydawane na bieżąco polecenia), a dostanę za to pieniądze. Wtedy wyzbyłem się części wolności. Ważne jednak, że pierwotnie w całości przysługiwała ona mi, i tak jest z natury, a nie z nadania ludzkiej władzy. Mogę też z jednym lub więcej bliźnich uwspólnić dowolne (no, czasem bywają zastrzeżenia wśród libertarian na tym polu, ale to wyższa filozofia, przy tak ogólnym wprowadzeniu można to pominąć) nasze zasoby i prawa, i np. założyć zamknięte osiedle, klasztor lub dobrowolną komunę, do której nikogo na siłę nie wciągamy (nawet jeśli jest nas 99% chcących tak żyć wśród mieszkańców danego obszaru; oczywiście pokusa jest taka, żeby pozostały 1% zmusić do dokładania się do tego, bo niechybnie okaże się mniej efektywne ekonomicznie, jak pi teoria przewiduje, i za każdym razem pokazywała praktyka).

    Dlatego tylko agresja, definiowana po libertariańsku, czyli użycie przeciwko komuś (w tym jego własności) siły fizycznej, realna groźba takiego czynu lub oszustwo (zawarcie umowy z poświadczeniem nieprawdy), powinny być zakazane prawem powszechnym. Wszelkie wyjątki na dłuższą metę przynoszą więcej szkody. I nie mam tu na myśli tylko śliskiego zbocza (slippery slope), czyli puszki Pandory – że jak się na krok ustąpi, to już na pewno będzie równia pochyła (choć wiele i na to przykładów, np. historia USA jest bardzo dobitnym). Podam przykład. W USA (przypadek; tyle z sensownego porządku się tam jeszcze jako tako ostało) sąd uniewinnił mordercę swojej żony pomimo ewidentnych dowodów. Poinstruował przysięgłych, żeby je zignorowali, ponieważ obrona wykazała, że policjanci, którzy je zebrali, weszli do jego domu z naruszeniem prawa. Dla Ojców Założycieli oraz wielu następców ich myśli (dziś niestety coraz rzadszych) było bowiem jasne, że lepiej od czasu do czasu pozwolić winnemu się prześlizgnąć i uniknąć kary niż dać władzy możliwość przekraczania granic. Nawet w imię znalezienia winnego i wymierzenia sprawiedliwości po zbrodni. Bo wtedy gwarancje wolności wyparowują, pokusa nadużycia coraz bardziej się wzmaga i w końcu przeważa, a pracownicy służb i instytucji przestają być jednymi z nas, tylko stają się onymi, którym de facto wszystko wolno, zwłaszcza wobec jednostki, gdy czasem im zależy na zniszczeniu kogoś, bądź po prostu popełnią błąd, do którego nie chcą się przyznać i zeń wycofać. Bezduszność.

    Tomaszu, pewnie Ciebie też zdziwię, ale owszem, konsekwentnie, uważam też, że nie powinno być kary, innej niż sankcja rozproszona, za korzystanie w tak ohydny sposób z wolności słowa, jakim byłoby publikowanie dziecięcej pornografii. Co do „własności intelektualnej”, to też jej nie uznaję. Tylko warunki umowy, nie specjalna ustawa i służby, bądź konsorcja (jak np. ZAiKS) z uprawnieniami do prowadzenia śledztw i nakładania kar, łącznie z ogólną zasadą braku domniemania niewinności. Ale jeśli zawarłem z autorem utworu (bądź jego pośrednikiem) lub producentem oprogramowania umowę licencyjną, w której jest warunek zakazujący mi rozpowszechniania, to dobrowolnie podpisałem i mnie obowiązuje. I powinienem ponieść określone (np. finansowe) konsekwencje, gdy mi oni w sprawie cywilnej udowodnią złamanie. Natomiast gdy już jakaś informacja stała się publiczna, to z natury informacji wynika, że można ją dowolnie powielać, niczego nie pozbawiając innych, którzy też mają do niej dostęp. Dlatego jeśli coś się da bez szczególnego przełamywania zabezpieczeń ściągnąć i wykorzystywać (czytać, słuchać, oglądać, uruchamiać), to uważam, że nie powinno być prawa penalizującego to.

    Ostracyzm nie działałby zawsze – raju na Ziemi się nie stworzy, nie postuluję ładu, w którym wszystko będzie idealne. Jednak byłby normą. Obecnie nie jest, ponieważ państwo powoduje efekt wypychania i jest czynnikiem obniżającym kapitał społeczny. Na wszystko jest urzędnik – czy chcesz, czy nie chcesz, zajmie się twoją i twoich dzieci edukacją, obyczajnością, pracą, zdrowiem, zabezpieczeniem na starość, projektem budowy domu, prowadzeniem firmy, podróżowaniem, jedzeniem i sportem. I doszło do tego, że „poważni” (w cudzysłowie, bo ja takie przypadki zwykłem wyśmiewać) uczestnicy debaty publicznej uważają za argument za tym, że czyjś interlokutor miał rację, fakt, że ktoś mu nie wytoczył procesu o nakaz przeprosin (które mogą być nieszczere, to już wymiaru sprawiedliwości nie interesuje, takie kuriozum). W miarę wycofywania się państwa z wielu obszarów ludzie będą się na nowo uczyć odpowiedzialności, która z wolnością idzie nieodłącznie w parze. (I odwrotnie: im więcej zasmakują wolności, w tempie dość szybkim (choć nie za szybkim, na akap od jutra niestety nie jesteśmy gotowi jako społeczeństwo, a nawet jako ludzkość, i skutkiem byłaby zmiana na jeszcze gorsze od pojutrza), tym bardziej będą się domagać i ochoczo sobie odbijać kolejne obszary.) Będą mniej skłonni wierzyć w coś „bo przecież tak powiedzieli w TV” (a gdyby dziennikarz skłamał, to poleci jego reputacja, mająca wówczas dużo większe znaczenie, i w „monecie” społecznej, i finansowej). Będą bojkotami konsumenckimi i innymi formami ostracyzmu karać to, co, choć wąsko i precyzyjnie rozumianą przez libertarian agresją nie jest, im się nie podoba (a dla jednostek, muszących polegać na relacjach, a nie na bezosobowym systemie, coś takiego będzie znacznie dotkliwsze, „nie będą mieli życia”). Będą chętnie i hojnie finansować działalność charytatywną (już obecnie konserwatyści łożą więcej, podobnie ludzie wierzący, i to nawet jeśli nie liczyć kościelnych organizacji). Kapitał społeczny to naprawdę super sprawa, i dodatnio skorelowana z wolnością! A Polacy, żeby go zacząć porządnie akumulować, muszą się przede wszystkim wyleczyć z donosicielstwa (i to raczej da radę jedynie sposobem Mojżesza, czyli trzeba zawalczyć o młode pokolenia i poczekać aż stare wymrą), które za PRL-u tak bardzo się rozpleniło, a teraz i rządzący PiS, i unioentuzjaści na różne sposoby znowu je promują.

    Jeszcze mała poprawka: współprowadzącym byłem 2 odcinki temu, tym razem tylko dzwoniłem.

    Nie, w kwestii obowiązku opieki nad dziećmi nie zgadzam się z Rothbardem. Uważam, że powstaje on w chwili poczęcia, i jest transferowalny (np. przez oddanie do adopcji) za zgodą przyjmującej strony, a trwa do wystarczającego usamodzielnienia dziecka. Jest to jedno ze stanowisk w ramach libertarianizmu, a to podane przez Rothbarda nie cieszy się największą popularnością.

    Więcej o Danielu Cohn-Bendicie i innych pedofilach wśród polityków (choć bez afery norweskiej, pizzagate i chyba jeszcze 1, o której zapomniałem, bo one się wydarzyły później, a przynajmniej wyciekły) w tym odcinku: http://www.kontestacja.com/politycy-i-pedofilia,3989. A o dziwnych i strasznych rzeczach daleko na marginesie, które libertarianie dopuszczają (nawet jeśli uznają za odrażające), i o niektórych będących wśród nich przedmiotem sporów, jest ten odcinek, przywołany zresztą przeze mnie na antenie: http://nocneradio.pl/proste-zwierciadlo-czy-zalegalizowac-takie-okropnosci/.

    Filipie, od kiedy się dowiedziałem, że już nie lubisz, gdy się do Ciebie zwraca per Obława (chyba że się to ponownie zmieniło, co sugeruje opis odcinka Twojej audycji zamieszczony przez Krawca), nie czynię tego – odwzajemnij się, proszę, poprawną pisownią mojej ksywki, czyli „ByteEater”, bez żadnych zmian wielkości liter ani skrótów.

    • Przepraszam ByteEater, nie chciałem Cię urazić napisaniem Twojej ksywki z małej litery.

      Skracając: uważasz, że pedofilia w internecie nie powinna być karalna – a karanie za jej posiadanie/trzymanie na własnej stronie czy serwerze to ograniczanie wolności.

      To mi wystarczy, dzięki za potwierdzenie.

      • No właśnie źle skróciłeś, dlatego zabiorę głos jeszcze raz. Domyślam się bowiem, że chcesz mnie cytować, dodając od siebie: patrzcie, jakie to straszne rzeczy wygadują ci libertarianie, chcieliby legalnej pedofilii! Otóż nie „pedofilia w internecie nie powinna być karalna”, tylko posiadanie i rozpowszechnianie pornografii dziecięcej.

        I nie, nie uważam (co zresztą rozwinąłem na antenie, więc nie zamierzam się tu powtarzać), że to by na dłuższą metę spowodowało zwiększenie produkcji (która już raczej wymaga, owszem, no, tej… agresji). Oczywiście dopiero w akapie, i może na jakimś króciutkim odcinku ostatniej prostej przed. Pragmatycznie jednak powiem, że byłby to jeden z ostatnich zakazów, które postulowałbym znieść (a Ty, ze swoimi obecnymi poglądami, możesz mieć nadzieję, że zmieniłbym do tego czasu zdanie, uznawszy na pewnym etapie, że już jest dość wolności i wcale nie będzie lepiej, jak jej będzie więcej). Kultura odpowiedzialnego i głęboko etycznego korzystania z wolności (podobnie jak np. kultura picia) musi się zdążyć wykształcić, podobnie jak mechanizmy dotkliwego ostracyzmu, zdolne w tym zakresie zastąpić karzącą, acz nieefektywną i podatną na nadużycia, rękę państwa. Przypisywanie mi chęci stworzenia raju bezkarności dla pedofili będzie wyrywaniem mojego przekazu z kontekstu, bez dodania, że zamierzam pozostać przeciw likwidacji zakazów prawnych w tej materii tak długo, aż zobaczę, że już nadszedł ten moment społecznej gotowości, w którym spokojnie można (a więc i należy) odciąć państwu również tę mackę (stosunkowo mało szkodliwą, ale hydrę trzeba dobić do końca, żeby się nie odrodziła).

        Ale co w tym niezwykłego, czemu to dziwi? Na poziomie intelektualnym nie powinno, co najwyżej emocjonalnym, bo jakiekolwiek dodanie krzywdy dzieci do kontekstu, niezależnie od związku logicznego, pobudza w duszy normalnego człowieka wrażliwe struny. Ale chwila analizy pokazuje, że to wymóg spójności. Zupełnie przecież analogiczną argumentację podają wolnościowcy, i jest ona słuchaczom NR szeroko znana, gdy chodzi np. o prohibicję lub dostęp do broni (i może nawet w Tobie choć taka resztka wolnościowych poglądów się ostała, że w tych kwestiach, gdyby na nie podmienić, i Ty podpisałbyś się pod większością mojego komentarza, i zdarza Ci się to głosić).

        • Ok, masz rację – dalej nieścisłość i za nią przepraszam.

          Poprawka:
          ByteEater uważa, że nie powinno karać się za posiadanie oraz publikowanie materiałów pedofilskich (zdjęć, filmów) w sieci.

          To jeszcze żeby doprecyzować. Idąc za logiką muszę zadać to pytanie. Czysto hipotetyczne rzecz jasna, opierające się o Twoją wizję idealnego świata.

          A więc w takim razie czy osobnik publikujący i posiadający materiały pedofilskie w sieci na własnej ziemi ma prawo postawić billboard z wydrukiem jednego z tych materiałów?

          • Miałby prawo. A nawet uprawiać seks na tarasie. Ale wtedy nie mógłby wyjść ze swojej działki, bo zbulwersowani prywatni właściciele wszystkiego dookoła, łącznie z drogami i chodnikami, zabroniliby mu. Nie mógłby pójść po zakupy (ani zamówić dostawy), bo nie dostałby się do sklepu, a jakby się nawet prześlizgnął, to zamiast sprzedaży spotkałby się ze swoim zdjęciem w gablocie „tych klientów nie obsługujemy” (sklepy, które szybko by go do takowej nie dodały, spotkałby bojkot). Musiałby żyć z tego, co sobie posadzi, wyhoduje, zlutuje, uzbiera z deszczu lub studni, uszyje, bez dostaw prądu, Internetu, wywozu śmieci… Pamiętaj też, że dopiero widząc, że to już zaraz może zacząć tak działać, uznałbym za słuszne zniesienie ostatnich ograniczeń w prawie powszechnym.

            • Hm, dlaczego by nikt mu nie sprzedał internetu? Myślisz, że wielki operator komórkowy ze strachu przed ostracyzmem nie sprzedałby mu karty sim? Albo pani z kiosku z innego miasta? I każdy by pamiętał twarz każdego zwyrodnialca w 1.5 milionowym mieście?

              Ale wracając – czyli jeśliby ten hipotetyczny zwyrodnialec miał działkę przy przedszkolu (albo kilka działek przy różnych prywatnych przedszkolach) to mógłby umieścić wielkie widoczne billboardy z pornografią dziecięcą. I w Twoim idealnym świecie nikt nie mógłby mu tego zabronić. A wściekli rodzice, którzy by go chcieli go pobić/zniszczyć jego własność powinni płacić mu odszkodowanie za złamanie NAPu? 🙂

  6. @Krawiec
    Czasem się zastanawiam, co ci ten Potrzeba zrobił z głową… W normalnych przypadkach powiedziałbym komuś odstaw to zioło, men… ale jako że nic nie ćpiesz, to powiem ci DOSTAW to zioło, men…

    Nagle wszystkie sytuacje na świecie, które ktoś nazwał „spiskiem”, są dla ciebie z miejsca nieprawdziwe. Mówisz, że chemtrailsów nie ma, bo „ktoś tam sprawdził te samoloty rozpylające i nic nie rozpylają”. No to ja ci powiem, że rozpylają. Co rozpylają? Nie mam pojęcia! Patrzę w niebo i widzę, że jedne smugi kondensacyjne znikają od razu, a inne wiszą do momentu aż się rozpierzchną i zrobią z błękitnego nieba szarą srakę. To co, mam udawać, że nic nade mną nie wisi, kiedy wisi?

    https://www.youtube.com/watch?v=WBG81dXgM0Q
    Tu masz link do wypowiedzi pana Johna O. Brennana, który przyznaje, że „COŚ rozpylamy”. Nie mówi, że jest to niebezpieczne, ale przyznaje, że takie coś istnieje. Ty zaś stwierdziłeś, że nikt nic nie rozpyla. Jego słowa przeciw twoim.

    A gdyby cię ciekawiło, kim jest owy pan, to zamieszczam odnośnik: https://en.wikipedia.org/wiki/John_O._Brennan

    https://www.youtube.com/watch?v=UVYBDIkgxKo
    Tu zaś masz kompilację wypowiedzi prezydentów USA i innych polityków, które zawierają hasło „New World Order” w treści. Jeżeli czegoś takiego nie ma, to czemu prezydenci USA o tym mówią? Zbiorowa głupawka?

    Jasne że foliarze dzielący się spiskową wiedzą NIGDY nie znają całej prawdy, bo nawet ludzie spiskujący znają jedynie swój własny wkład w spisek, a każda gra polityczna toczy się na wielu płaszczyznach i każdy chce ugrać jak najwięcej dla siebie.

    Nikt ci nie każe zostawać foliarzem i tracić resztki rozsądku w odmętach szaleństwa, ale moim zdaniem poleciałeś ze skrajności w skrajność. Taka ufność i bezgraniczna wiara wobec autorytetów i odrzucanie informacji tylko dlatego, że autorytet uznał je za fejk njus lub teorię spiskową, to prosta droga do scjentyzmu i totalitaryzmu.

    • Wklejony cytat Johna Brennana nie zawiera ani jednego wskazania, że program SAI (stratospheric aerosol injection) ma miejsce teraz, wielokrotnie natomiast jest wspomniane, że opisywane metody geoinżynierii to optymistyczna wizja przyszłości. Mamy jedynie stwierdzenia „potentially could”, „would”, zaś wypowiedź kończy się stwierdzeniem „global norms and standards are lacking to guide the deployment and implementation of SAI” – czyli po polsku, że te rozpylania mogłyby coś zrobić, ale brakuje międzynarodowych przepisów umożliwiających wprowadzenie SAI w rzeczywistość. W żadnym miejscu nie twierdzi, że coś jest rozpylane, jedynie zaznacza, że to mogłoby być sensowne narzędzie w walce z globalnym ociepleniem.
      W 2015 roku Elon Musk stwierdził, że można spróbować ocieplić klimat Marsa bombardując go bronią jądrową. Czy to znaczy, że za kilka lat przeczytamy, że Musk w 2015 przeprowadził nuklearny atak na Marsa? Oby nie.

    • Z tym scjentyzmem to pojechałeś 😛 Scjentyzm z definicji ma w dupie autorytety i najważniejsze są dla niego fakty. Ale bądźmy szczerzy – nie da się ukryć, że podejście to przechwytują elity i wykoślawiają je w to, co Ty masz na myśli.

      Myślę, że trzeba wymyślić określenie na ślepych anty-foliarzy, którzy każdy spisek i kontrowersję z miejsca odrzucają. Moja propozycja: Pelikany 😉

    • Myślę, że trzeba wymyślić określenie na ślepych anty-foliarzy, którzy każdy spisek i kontrowersję z miejsca odrzucają. Moja propozycja: Pelikany 😉

    • @Mehran
      Prosiłem już kilka razy w audycjach, aby nie rzucać tekstami w stylu „Co ci ten Potrzeba zrobił…”. To obraźliwe, bo sugeruje, że jestem tępakiem, za głupim aby mieć własne zdanie, albo żeby samemu zmienić pogląd na jakąś sprawę. Albo traktujemy się poważnie i z szacunkiem, albo też zacznę ignorować twoje komentarze i wpisy, tak jak ty moje prośby.

      Nie wierzę w mega spisek polegający na tym, że trują nas z samolotów, koniec kropka. Jak zbadałem dokładniej temat, wyszły na jaw liczne kłamstwa, jak z tym samolotem strażackim, który miał niby rozpylać chemię. Sama idea takiego spisku jest dla mnie tak samo wiarygodna jak zmowa wszystkich państw na świecie i inwestowanie trylionów dolarów w przekupywanie ludzi aby utrzymać w tajemnicy informację o płaskiej ziemi. Ktoś mi mówi, że jakiś emerytowany „wojskowy”, znajomy brata jego ojca przyznaje, że „rozpylają”. Jakbym zaczął drążyć temat, weryfikować, to by się okazało pewnie że kolejna bzdura, przekłamanie, plotka… A nawet jeśli jakiś emerytowany trep coś tam mówi, to mam od razu uznać że zdekonspirował globalny spisek depopulacji ludzkości? A mało to świrów dookoła? Nie bądźmy śmieszni ludzie!

      Tutaj masz informację o tym, czego na początku dotyczył slogan „New World Order”. Później w podobnym kontekście używali tego hasła między innymi prezydent Bush (zmiany w globalnej poltyce). Czyli znowu kulą w płot, tak samo jak z tym cytatem Johna Brennana (dzięki Potrzeba)… Niestety, 90% tego co opowiadają „tropiciele spisków” okazuje się zwykłą manipulacją, kłamstwem, albo w najlepszym wypadku bardziej lub mniej świadomym powielaniem bajek. Fajnym przykładem jest niedawna, rzekoma wypowiedź Mela Gibsona o pedo-satano-kanibalach w Hollywood, która okazała się ściemą, a ci dalej idą w zaparte (no gdzieś miałem linka… hmm… skasowali… nie no, przysięgam że słyszałem to osobiście! Chyba…). Wypisałem się z tego klubu. Na początku to było ciekawe hobby, potem beka, a teraz to już nie jest nawet śmieszne, raczej irytujące i żałosne. Zjawisko masowej paranoi i zabawy w mitomaństwo przybiera na sile, przyczyn łatwo się domyślić. Tajemnice, fantastyka, szczypta polityki, emocje, łatwość zdobywania i dzielenia się kolejnymi „rewelacjami”,a przede wszystkim nośność tematu, „lajki” i „suby” płyną same. Nawet jak coś pokręcisz to i tak nie ma problemu. Nie trzeba żadnej wiedzy, wysiłku, wystarczy trochę wolnego czasu na buszowanie po gówno-stronkach. Potem można zabłysnąć w towarzystwie opowiadając dyrdymały niczym historyjki o duchach przy ognisku, a reszta siedzi z rozwartymi gębami. Sorki, wolę poczytać książkę, albo posłuchać audiobooka fantasy / science fiction.

      • @Potrzeba19
        >porównywanie wpływów dyrektora CIA do wpływów Elona Muska
        >porównywanie wpływu człowieka na atmosferę Marsa do wpływu człowieka na atmosferę ziemską
        >twierdzenie, że CIA dba o międzynarodowe przepisy

        Skłonny jestem uznać, że trochę cię poniosło.

        Chyba nie istnieje żaden projekt CIA, który by nie wypłynął na światło dzienne na długo po ich działaniach… Przykład – nielegalne tajne więzienia CIA w Polsce i w Europie, na których stworzenie CIA jakoś nie potrzebowało międzynarodowych przepisów – mieli je kompletnie W DUPIE. Czemu mieliby potrzebować ich w przypadku programu SAI? I czemu mieliby ci o nim mówić, skoro o więzieniach ci nie powiedzieli dopóki ich nie zdemaskowano. Po takiej akcji nadal ufasz organizacji, która ze smyczy rządu USA zerwała się dawno temu. Come on.

        A jak się odniesiesz do tego, że jedne smugi kondensacyjne znikają po chwili, a inne zostają i robią srakę na niebie? Bo nie powiesz mi, że tego zjawiska nie ma. Pewnie masz jakieś oficjalne wytłumaczenie (bo oficjalne wytłumaczenie musi być zawsze… choćby było nieprawdziwe, byle zamknąć usta foliarzom).

        @Zenon
        Nie pojechałem wcale a wcale. Scjentyzm twierdzi, że wiedzę o rzeczywistości można pozyskać jedynie dzięki naukom przyrodniczym. I tak, najważniejsze są dla niego „fakty”, ale nie zapominajmy, kto te „fakty” dostarcza i kto ustala, co jest uznawane za „fakt”. I tu właśnie rola autorytetów.

        A od pelikanów ludzi wyzywać nie chcę, bo się Krawiec jeszcze zdenerwuje i mu żyłka pierdząca pęknie.

        @Krawiec
        Wspominam szanownego pana redaktora naczelnego Potrzebę w kontekście twojego negatywnego nastawienia do foliarzy, bo psioczyć na nich zacząłeś mniej więcej w czasie dołączenia szanownego pana redaktora naczelnego Potrzeby do załogi radia. Z mojej strony to tylko dworowanie, ale skoro uznajesz, że jest to aż tak bardzo karygodne i wulgarne i uwłaczające zachowanie, to postaram się więcej szanownego pana redaktora naczelnego Potrzeby do tego nie mieszać. A jak nie chcesz, to nie czytaj, to tylko moja opinia… świat się nie skończy jak nie przeczytasz.

        Na twoją nie-wiarę w spiski nijak nie wpłynę. Ale w niebo to patrzysz czasem, tak? Bo niechcący pominąłeś sedno mojej wypowiedzi – jedne smugi zostają, inne znikają po kilku sekundach. Dlaczego?

        Dziwi mnie fakt, że na podstawie relacji „świrów” wyrabiasz sobie kontr-opinię o rzeczywistości. „Jak świry wierzą tak, to ja uwierzę na przekór, bo ktoś obalił wypowiedzi świrów, ergo obalił ich światopogląd” – i tak wylewasz dziecko z kąpielą. To trochę jak Zenon nie wierzący w Biblię, bo ktoś w Biblii opisał nietoperza jako ptaka. „Chuj z Jezusem, nietoperze to nie ptaki, Biblia obalona, iksde!”.

        A ludzi przekupywać nie trzeba, zachowanie tajemnic obowiązuje w każdej loży masońskiej na całym świecie.

        Co do New World Order to nigdzie nie podałem definicji tego hasła, więc nie wiem do czego chcesz się przyczepić, ale mniej więcej zgadzam się z twoją definicją, jest to pokrótce agenda dotycząca zmian w polityce światowej. Niemniej ISTNIEJE na ustach dzisiejszych ważnych i wpływowych ludzi, pomimo że czasy Busha minęły bezpowrotnie.

        Tu masz cytat Davida Rockefellera z jego książki pt. „Memoirs”
        „Some even believe we are part of a secret cabal working against the best interests of the United States, characterizing my family and me as ‚internationalists’ and of conspiring with others around the world to build a more integrated global political and economic structure — one world, if you will. If that is the charge, I stand guilty, and I am proud of it.”

        Jak uwierzyłeś w plotkę o Melu Gibsonie i po czasie odkryłeś, że jest fałszywa, to już nie moja sprawa. Jak nie ma nagrania, to nie ma jak tego zweryfikować. Ale przecież nie każę ci w tę plotkę wierzyć. Podajesz jakieś odjechane przykłady, o których ja (będąc sam foliarzem-świrem) pierwszy raz w życiu słyszę. Mam wrażenie, że ślizgasz się po powierzchni każdego z tematów spiskowych bez zagłębiania się choćby w anglojęzyczny Internet. Polski youtube oferujący filmiki o tematyce foliarskiej to TOTALNY SYF. I jeśli z polskiego youtube’a czerpiesz wiedzę o spiskach, to ja się nie dziwię, że masz takie zdanie o tym plotącym bzdury środowisku… SAM NIMI GARDZĘ.

        Lajki i suby czy nośność tematu nie mają nic wspólnego z tym, czy coś jest prawdziwe, czy fałszywe… Idąc tym tokiem rozumowania to telewizyjne serwisy informacyjne powinny przekazywać zawsze 100% prawdę, bo większość Polaków je ogląda…

        • @Krawiec
          Dodam jeszcze to: twierdzisz, że wypisujesz się z klubu foliarzy pomimo iż sam dobrze wiesz, że bywały spiski, które okazały się prawdą (np. mafia). Więc nie mów więcej w audycjach, że cię interesuje prawda, bo wypisując się z tego „klubu” jednocześnie zrezygnowałeś z pełnej prawdy. Mylę się? Ale tak czy nie, proszę pana? Tak czy nie?

        • Porównanie SAI do innych projektów jest chybione, ponieważ CIA o innych projektach, takich jak więzienia czy MK Ultra zwyczajnie nie mówiło, i dlatego mogło je w spokoju przeprowadzać. A zostały ujawnione w wyniku prawa o dostępności do informacji publicznej – po paru latach klauzula tajności się deaktualizuje. Ale jak wielkim idiotą musiałby być dyrektor CIA, by powiedzieć od początku do końca co robią, ale nas trochę oszukać i zamienić czas teraźniejszy na czas przyszły, a tryb orzekający na tryb przypuszczający.
          Smugi kondensacyjne zostają albo się rozpierzchają w zależności od wielu czynników – wiatr, wilgotność, temperatura, wysokość, tak na sam początek. Spiskowcy powiedzieli ci gdzie patrzeć i na co zwracać uwagę, gdyby tego nie zrobili, coraz częstsze smugi od coraz częstszych lotów nie przykułyby twojej uwagi.
          Słusznie krytykujesz chociażby polskiego Youtube’a, jeśli chodzi o czerpanie wiedzy o spiskach. Ale ryba psuje się od głowy, a za obecny stan środowiska spiskowego odpowiada Alex Jones, David Icke i duch Miltona Williama Coopera, którzy sobie zrobili ze spisków folwark do zarabiania pieniędzy, a ludzie na kolanach spijają każdą absurdalną hipotezę z ich ust. Na szczęście jest jeszcze rzetelne dziennikarstwo, które nie jest skażone dziegciem w postaci „otwartego na spiski umysłu”. Otwartość umysłu to nie jest przyjmowanie za prawdę wszystkiego, co nam subiektywnie do prawdy pasuje. I to nie miłośnicy spisków ujawnili istnienie mafii, aferę Watergate, czy ze świeższych historii – aferę Volkswagena i wpływ Rosjan na zwycięstwo Trumpa. Zrobili to dziennikarze śledczy.
          Wypisanie się z klubu miłośników spisków jest krokiem niezbędnym do mówienia o prawdzie. Zauważ, co sam zrobiłeś – dałeś jako dowód nagranie dyrektora CIA, który opowiada o SAI, co jest przez „otwarty spiskowo umysł” pożądane, więc traktujesz to jako prawdę. Jednak to, że mówi o przyszłości i przypuszczeniach pomijasz, bo to obala spisek, który próbujesz udowodnić. Nazywa się to cherry picking – wybieranie wisienek, tylko tego co nam najbardziej odpowiada, i jest bardzo częste w spiskowej narracji. Jak spiskowcy przestaną pomijać niewygodne im fakty, to bardzo szybko odzyskają poszarpany przez wiele ostatnich lat wizerunek.

          • @Potrzeba19
            „Smugi kondensacyjne zostają albo się rozpierzchają w zależności od wielu czynników – wiatr, wilgotność, temperatura, wysokość…”

            Nie bardzo mnie ten argument przekonuje. Problem mam z tym, że smugi wiszące i smugi znikające obserwuję na niebie w tym samym miejscu… czyżby w tym samym miejscu były dwie różne wilgotności, wiały 2 różne wiatry, były dwie różne temperatury, itd.? Poza tym to nie jest różnica kilku minut, bo te smugi wiszące zasrywają niebo na resztę dnia, zaś znikające znikają po kilku sekundach…

            Nie widzę nic idiotycznego w przekazywaniu publice tego, co się robi w tajemnicy (a mogą to robić od wielu lat), po tylu wpadkach i negatywnej opinii publicznej. Mądrym posunięciem jest wzmianka o tajnym projekcie wykonywanym bez przyzwolenia ludzi, gdy ktoś ma zamiar go np. upublicznić – coby kolejny raz nie wyjść na organizację mającą w dupie prawo i zdanie ludzi.

            Co do spiskowców zagranicznych, których wymieniłeś, to w pełni się zgadzam. To są biznesmeni, nie poszukiwacze prawdy. I właśnie na nich autorytecie opierają się wywody polskich środowisk spiskowych.

            Czy dziennikarze śledczy będący na tropie rozwikłania spisku nie należą do środowiska spiskowców? Mamy przecież nawet przykład agenta Mikołaja Rozbickiego.

            Zabawne, że wspominasz o formowaniu tezy na podstawie cherry-pickingu, bo na dokładnie ten sam zabieg pozwalali sobie naukowcy odkąd tylko nauka istnieje… budując tezy na bazie fragmentów opisu rzeczywistości i na podstawie założeń, na podstawie założeń, na podstawie kolejnych założeń…

            Ale owszem, przez wzgląd na brak wszystkich danych mogę się mylić co do każdej kwestii, nie wykluczam.

          • Chyba Cię cycki swędzą z tym rzetelnym dziennikarstwem, skończ z fetyszem akademickiego wykształcenia, bo szczególnie na tym polu widać jak śmieszny on jest.

            Wpływ Rosji na zwycięstwo Trumpa? Albo o czymś nie wiem, albo bredzisz/kłamiesz (wybacz, ale nie łyknę w tej materii że „czegoś tam nie doczytałem”). Jakby coś takiego było, to by CNN grzało o tym non stop, dzień w dzień, cały czas i w nagłówkach. Tak się nie dzieje. Zobaczmy „dymiący pistolet” w tej sprawie:

            https://youtu.be/hlGm5tse8ek?t=5m20s

            „żaden obywatel amerykański nie jest w to zamieszany, a działania nie wpłynęły na wynik wyborów”. To jest NAJMOCNIEJSZY (co nie znaczy że mocny, bo jest do dupy) argument demokratów, establishmentu i Twoich „rzetelnych dziennikarzy śledczych”. Efekt? Dzień pierdolenia, jak to 13 ruskich wielce miało zmienić wynik wyborów w USA, mimo że w wypowiedzi wołem stoi, że tak nie było… Jeżeli się mylę – wyprowadź mnie z błędu proszę, jeszcze Ci za to podziękuję, poważnie.

            To, jak chujową i subiektywną robotę robią ci „rzetelni dziennikarze” jest bezpośrednią przyczyną popularności „fake news”, pikio, breitbart i podobnych organizacji. Ludzie mają dość propagandy do tego stopnia, ze są skłonni łykać sensacje jako fakty… O ironio – nawet w kiepskich źródłach „dziennikarskich” jest już więcej faktów i obiektywnej prawdy, niż w szambie pokroju CNN, NBC, TVN, TVP.

            Co do obiektywności YT, to zobaczymy to na tym filmiku:

            https://www.youtube.com/watch?v=Chzwlm79a-Y

            21 000 a już w polecanych. Masa zgłoszeń za szerzenie nienawiści (uzasadnionych). Czy zdejmą? Czas pokaże.

            Co do tego, jak wolne są media, to dam ten filmik. Oczywiście powiesz, że źródło jest do dupy. No ale co tam – jakby do dupy źródło wykazało, że niebo jest niebieskie, to powiesz, że to bzdura, bo źródło złe, tak?

            https://www.youtube.com/watch?v=jH8dejYGa5A

            • Potrzeba19

              No już, nie unoś się tak, kochanemu Trumpowi aureola z grzywki nie spadnie. Powiedz mi, na jakiej podstawie chcesz stwierdzić, czy dany lobbing miał wpływ na wybory czy nie miał? Konta sterowane przez Rosjan miały do stu tysięcy obserwujących. Ale na karcie do głosowania nie masz pola „odpowiedź uzasadnij”. Tak naprawdę nie da się ani potwierdzić, ani zaprzeczyć temu, że Ruscy cokolwiek osiągnęli. Wiemy jedno, ich działalność była w jasny sposób proTrumpowa i antyClintonowa i była śledzona przez amerykańskich obywateli. Bonusowe punkty – Rosenstein został powołany przez Trumpa, a jego ocena incydentu jest byciem sędzią we własnej sprawie.
              Rzetelne dziennikarstwo, tak, ma swoje wtopy. Nawet Scientific American miał swoje chwile słabości. Nie przeszkadza to jednak w zauważeniu, że AP, Reuters czy The Economist są rzetelnymi źródłami, którym rzadko kiedy noga się powinie. Dodatkowo zauważ, że do stworzenia rzetelnej relacji potrzebujesz naprawdę masy pracy. Do tego stopnia, że ciężko nazwać którąkolwiek telewizję rzetelną, ponieważ jest nastawiona na wyprodukowanie określonej ilości materiału każdego dnia. Najwyżej niektóre serie reporterskie można nazwać tym przymiotnikiem.
              I jeszcze tylko słówko o żydowskim filmiku – całość jest od początku do końca spierdolona. Nasz ustawodawca nie wziął pod uwagę, że w języku angielskim przymiotnik „polish” obok „death camps” określa właśnie lokalizację, a nie sprawstwo, co można domniemywać w języku polskim. Stąd się wzięła absolutnie każda drama wcześniej – gdy media napisały o polish death camps, zrobił się młyn, ktoś popytał lingwistów, a medium każdorazowo przepraszało. Idąc dalej, człowiek bez stosownego wykształcenia, który zobaczy, że fraza „polish death camps” będzie karana, może to odebrać zaskoczeniem „to gdzie te obozy, kurwa na Jowiszu były?” i zinterpretować jako negowanie Holocaustu. Oczywiście idiotą jest ten, który wyjeżdża z ciężkimi zarzutami – jak twórcy filmiku – bazując na swojej niewiedzy, ale koniec końców to po prostu zajebiście duże nieporozumienie, tylko dlatego że ludziom wydaje się, że języki obce można zrozumieć słowo po słowie. Polski ustawodawca nie pomyślał chociażby o notce prasowej, by wyjaśnić obcokrajowcom o co nam chodzi, a teraz wszyscy jesteśmy nagle dziwieni, że nas nie rozumieją. Ale serio, nie kontynuujmy tego wątku teraz, może kiedyś na antenie.
              Wracając jeszcze do rzetelności dziennikarstwa, wątek był jasno spiskowy i kręcił się wokół tego, kto ma szansę pokazać prawdziwe spiski wiarygodnie, a kto będzie się uganiał za reptylami. I tutaj trochę nie ma czego porównywać do przywołanych przez ciebie pikio, tvp czy czegokolwiek z maszynek do mielenia danych, gdzie praca nad jednym tematem trwa piętnaście minut, a nie piętnaście tygodni.

            • Temat Trumpa i ruskich trzeba rozdzielić na dwie sprawy: Czy ruscy aktywnie mu pomagali będąc z nim w kontakcie i dając mu dane wywiadowcze? Na razie nic na to nie wskazuje a takie insynuacje są ze strony Głównego Ścieku.

              Drugą sprawą jest to, czy jakieś siły (prywatne czy publiczne) z innych państw wpływały poprzez media i media społecznościowe na wynik wyborów. Otóż tak i to nie po raz pierwszy (nie tylko w tych wyborach). Sam regularnie wtedy oglądałem pewnego Irlandczyka, który jasno namawiał do głosowania na Trumpa i który miał ponad 100 000 subów. Do tego wielu Kanadyjczyków, Brytyjczyków etc… Dlaczego nikt się nie przejmuje „Irish collusion” czy „Canadian collusion” (ok, wiemy z SP czemu Kanadą nikt się nie przejmuje – to tacy Duńczycy ameryki 😉 ).

              Do tego dochodzi sprawa nowego Watergate, które zrobili Demokraci Trumpowi. Tutaj zarzuty są poważne i coś ewidentnie jest na rzeczy, a media nabrały wody w usta.

Zostaw Komentarz